Cześć, nazywam się Maciek. Mieszkam blisko rzeczki, w małym domku. Mam 10 lat i bardzo lubię kosmos — jest bardzo interesujący.
Ale teraz, po przedstawieniu się, muszę wam coś powiedzieć. Dzisiaj w szkole, na zastępstwie, nauczyciel opowiadał nam o kosmosie. Byłem tak zaciekawiony, że o niczym innym nie myślałem.
Po lekcji, na przerwie, była walka między jakimiś starszakami. Była to emocjonująca walka, ale musiała wparować pani dyrektor i ją przerwać. Kazała nam się rozejść, a starszakom wpisała uwagę!
Po rozejściu zadzwonił dzwonek na WF i pan kazał nam biegać 6 kółek wokół boiska. Obiecał, że po nich będziemy mogli się pobawić, ale kiedy skończyliśmy biegać, skończył się WF.
Po przebraniu się poszliśmy na matematykę i pani kazała napisać niezapowiedzianą kartkówkę. Dostałem jedynkę…
To była ostatnia lekcja, więc smutny wróciłem do domu, gdzie tata z mamą czekali w salonie z prezentem. Przywitali mnie i powiedzieli, abym go otworzył. W środku był mój wymarzony teleskop!
Nie mogłem doczekać się nocy, aby pooglądać gwiazdy. W końcu, gdy nastała noc, wyszedłem z tatą na dwór i oglądaliśmy gwiazdy przez teleskop.
Ale w nocy nie mogłem zasnąć i nie wiedziałem dlaczego. Siedziałem więc przez resztę nocy w telefonie.
Rano okazało się, że byłem przeziębiony i dlatego nie mogłem zasnąć. Nie poszedłem do szkoły, bo byłem chory — miałem silny kaszel, katar, a nawet gorączkę.
Kiedy w końcu zmęczenie wygrało i zasnąłem, miałem niesamowity sen. Śniło mi się, że mój nowy teleskop zamienił się w prawdziwą rakietę kosmiczną!
Wraz z moim psem Toffie polecieliśmy prosto w stronę Marsa. Gorączka sprawiła, że wszystko wydawało się takie prawdziwe.
Kiedy dolecielismy na Marsa Toffie spadł z Marsa i skoczyłem za nim i nagle się obudziłem ponieważ Toffie lizał mnie po twarzy.